O nas
Moja Służba
Nasze wzory
Małe Vademecum
Multimedia
| Tarsycjusz 2011 |
| O nas - Newsy | |||
|
RADOŚĆ SŁUŻENIA
Niesamowitą radością napełnia nas wszystkich fakt rozwoju naszej wspólnoty, w której stale powiększa się liczba członków gotowych z zapałem poświęcić swój czas i siły na służbę w armii Chrystusa Pana. Coroczne świętowanie stwarza natomiast znakomitą okazję do refleksji nad naszą grupą – nad jej rozwojem, siłą i potencjałem. Warto więc zadać tutaj najbardziej podstawowe pytanie: Czym jest i czym powinna być wspólnota? Definicja głosi, że jest to typ zbiorowości oparty na silnych, emocjonalnych więziach częstokroć duchowych. Łatwo z tego wywnioskować, że podstawą jej istnienia musi być wewnętrzna jedność, zgoda, pewne wspólne ideały, cele, plany i zadania. Idąc więc dalej należałoby zadać pytanie: Czym zatem jest jedność? I odpowiadając możemy powtórzyć za Leszkiem Kołakowskim, że „im więcej jedności tym więcej dobra” i za ks. Jerzym Popiełuszko, że „solidarność to jedność serc, umysłów i rąk”. A więc jedność jest niezbędna do zaistnienia wspólnoty. Czy zatem, uzbrojeni w tą wiedzę moglibyśmy z całą pewnością stwierdzić, że nasza wspólnota jest oparta na wszystkich tych zasadach? Czy wszystkie jej organy są zdrowe? Czy realizuje swoje zadanie, jakim jest służba przy Ołtarzu Chrystusa Pana i służba Jemu we wszystkich ludziach? Myślę, że spokojnie możemy powiedzieć, że nasza wspólnota jest trwała, nieustająco się rozwija i trwa w wewnętrznej zgodzie. Nie musimy też daleko szukać potwierdzenia tych słów. Wystarczy spojrzeć na cotygodniową zbiórkę - jak wielu nas jest, jak cieszymy się nawzajem swoją obecnością, jak pragniemy razem spędzać czas. Wystarczy spojrzeć na wszystkie wycieczki – kiedy to dobra zabawa rozpoczyna się już na parkingu w nerwowym oczekiwaniu a której apogeum przypada na czas powrotu. Wystarczy spojrzeć na uroczystości kościelne – jak liczne grono z entuzjazmem zbiera się przy ołtarzu. Czy to nie jest wystarczające potwierdzenie? Jakby jednak nie patrzeć, minął kolejny rok naszej służby. I tu muszą paść kolejne pytania: Co przez ten czas zrobiłem dla wspólnoty? Czy swoim zaangażowaniem i pomysłami pomagałem ją budować? Czy potrafiłem poświęcić swój czas i siły? Mam nadzieję, że na wszystkie możemy odpowiedzieć twierdząco.
Wspomnienie św. Tarsycjusza jest także doskonałą okazją do podziękowań: przede wszystkim naszym rodzicom, bo to oni byli dla nas pierwszymi katechetami, to oni doprowadzili nas do źródła łask i miłości – do Chrystusa. To oni częstokroć pomagają nam wstać na poranne służby, to oni mobilizują do działania – nie bylibyśmy ministrantami, gdyby nie ich pomoc – i to za to należą im się największe podziękowania. Nie można zapomnieć o osobie ks. Piotra, który czuwa nad rozwojem duchowym każdego z osobna i całej grupy, który daje ciągle nowe pomysły na ciekawe wspólne spędzenie czasu, który dodaje nam ducha, byśmy nie upadli, który czasem pewnie w pocie czoła musi znosić nasze „humorki”. Słowa wdzięczności kierujemy pod adresem animatorów, którzy czasem jako „oczy i uszy” księdza opiekuna pomagają nam służyć pięknie i z radością, dziękujemy Panu Grabolusowi, za to, że dzięki niemu wystartowała nowa odsłona naszej strony internetowej, dziękujemy tym wszystkim, którzy pomagają nam na co dzień i od święta, dziękujemy sobie nawzajem – bo to my tworzymy wspólnotę, to my warunkujemy jej rozwój, to my decydujemy o jej sile. Po wielu wspomnieniach, łzach radości i smutku pora wrócić do codziennego życia. Obyśmy przez cały następny rok służyli jeszcze piękniej i z jeszcze większym entuzjazmem, obyśmy się na przyszłorocznym Tarsycjuszu spotkali w jeszcze liczniejszym gronie z jeszcze bogatszymi wspomnieniami. Dodawajmy sobie sił nawzajem.
|
Linki
Odwiedziło nas
Użytkowników : 1Artykułów : 72
Odsłon : 15083



